Studia – byle je mieć z głowy za wszelką cenę?
Jak pewnie wiecie, wszędzie można w jakieś wielkiej grupie podzielić ludzie na pewne podgrupki. Na studiach również. Na takich, którzy chcą studiować i na takich, którzy nie chcą. Druga jest trochę dziwna, ale skoro mam pisać o tym jak jest, to piszę. Problem (wg mnie jest) wynika jeszcze z kolejnych podziałów tych podgrupek.
Ci, którzy chcą studiować na pewno charakteryzują się tym, że są na studiach świadomie, po to żeby zostać kimś z zawodu, a studia na których właśnie są, pomagają im w tym. Niestety ta grupa odłączyła się od reszty, co chcą studiować i stworzyła swoja własną. A nawet jest podzielona. Teraz trochę mieszam, ale specjalnie. Pokazuje to, że tak naprawdę mamy do czynienia z wieloma typami studenta, a najlepiej mieć do czynienia z tym jednym pierwszym niepowtarzalnym świadomym studentem.
- Świadomy student – wie czego chce, nie jest przypadkowo tam gdzie jest, ma swój cel życiowy, a studia są jednym z etapów w dążeniu do tego celu. W tym wszystkim ma swoje zasady, swój system wartości, który mimo wszystko jest dla niego najważniejszy;
- Ostrożny student – chce skończyć studia, ponieważ pomogą mu w szukaniu swojego wymarzonego zawodu. Gdy przychodzi do gorącej sprawy, woli mimo wszystko być cicho i nic nie mówić, bo boi się, że może to mu zaszkodzić.
Tymi dwoma grupkami chciałbym się zająć w tym tekście. O nie-studentach, myślę że na razie nie warto pisać. Sprawa komplikuje się przy tych grupkach, gdy dochodzi do sytuacji, w której każda z nich ukazuje swoje oblicze. Świadomy walczy o swoje prawa, o słuszność sprawy, rozumie pewne rzeczy i nie może pozwolić na to, by coś głupiego przeszło obojętnie, płazem. Ostrożny stoi i patrzy, nawet nie rozumie zachowania świadomego, namawia go, żeby nic nie robił, żeby też stał w miejscu, argumentuje to, że może się coś stać nie tylko jemu ale i wszystkim. Twierdzi, że to i tak nic nie da, że lepiej nie walczyć z górą, bo tylko mogą jakieś przykre konsekwencje z tego wyjść. Zostaje bierny.
Ta skomplikowana sytuacja zamienia się w dramatyczną, gdy świadomy student obrywa za swoją walkę. Przychodzi czas na konsekwencje, ci ostrożni oczywiście mówią do niego „a nie mówiłem, po co Ci to było?”. Świadomy student jednak nie jest zły na wiadomość konsekwencji, nie jest smutny. Zrobił swoje, zrobił to co czuł, że powinien zrobić. Zachowywał się w zgodzie z własnym sumieniem, z własnymi myślami. A ostrożni? On w głębi serca rozumiał intencje tego świadomego, ale po co od razu jakaś walka, dziwne zachowania? Lepiej być pomiatanym, ale zdać, skończyć studia.
Czy za taką cenę?
A gdyby więcej świadomych się znalazło?
Czy warto walczyć?
Czy bierność jest dobrą postawą?
Co jest ważniejsze?