Studenci na studiach z powołania, czy przypadkowo?
Po jakimś małym czasie będąc na studiach, po rozmowach z studentami różnego pokroju, po rozmowach z wykładowcami, profesorami, doktorami, którzy pracują na studiach – widać pewien przykry obraz studiów. Czy studenci wiedzą gdzie są? Czy mają świadomość kim oni będą po takich konkretnych specjalnościach? Czy wyobrażają sobie co w praktyce będą robić? Gdzie tkwi problem?
Tym razem dzielę studentów na dwie grupy. Na tych co znaleźli się świadomie na studiach i tych, co znaleźli się przypadkowo. Do tych drugich zaliczam również tych, którym wydaje się, że robią to dobrze, że są w dobrym miejscu, jednak ich predyspozycje, osobowość mówią co innego. Dlatego jak to sprawdzić? Testy osobowości. Jedna pani doktor na pierwszych zajęciach z pedagogiki opiekuńczej właśnie wyrażała swoje ubolewania na temat jakości studentów na naszej uczelni. Potem właśnie opowiedziała nam o tym, że wg jej powinny być wprowadzane na każdej uczelni, na każdym kierunku testy, które pozwolą określić predyspozycje, osobowość człowieka i odpowiedzieć na pytanie czy nadaje się czy nie. Do jakiegoś czasu utrzymywałem się przy takiej teorii, jednak niestety byłby to klin w klin. Testy idzie oszukać, to pierwsza sprawa oczywista. Druga wiąże się z tym, że nie idzie skonstruować takiego testu, który dałby 100% pewności, że jest on w stanie dać nam oczekiwane rezultaty. Niestety nie ma na świecie takiego magicznego sposobu, który pozwoliłby nam wejść w głąb duszy ludzkiej, w głąb mózgu człowieka i odszukać tam folderu o nazwie „moje powołanie”. Ale na pewno idzie pomóc każdemu, żeby sam sobie odszukał to. Jeżeli idzie, to dlaczego coś takiego teraz nie działa. Jak zwykle zawodzi to, co zawodzi w wielu innych, sprawach. Edukacja. Nie chcę też mówić, że jak nie wiadomo o co chodzi to o edukację. Nie, nie, nic z tych rzeczy, ale jesteśmy już od dawna uświadomieni jakie błędy popełnia nasza polska edukacja i jakie są tego konsekwencje. Tak więc, co tym razem knoci MEN?
Parę dni temu, w przykrej sytuacji, rozmawiałem z panią dziekan na mojej uczelni. Rozmowa zeszła jak wcześniej na tor wykładowców, studentów, na to jak jest, jak nie powinno być. Wnioskiem jest to, że szkoła podstawowa, gimnazjalna i ponad-gimnazjalna nie przygotowuje młodego człowieka do wyboru swojej specjalizacji, swojej drogi życiowej. Już nie mówiąc o tym, że studia to nie jedyny wybór dla człowieka po szkole, ale jednak kreuje taki obraz. Dlaczego? W szkole uczą, że trzeba się uczyć, ot taka gra słówek. Więc co uczeń po liceum powinien zrobić? Znów się uczyć. Oczywiście nikt w szkole nie propaguje takiej myśli, nie mówi tego wprost, ani takie hasła nie są porozwieszane po szkołach, ale w takiej świadomości kształci się studentów. Nie pomaga się wybierać jednego wybranego przedmiotu, dziedziny, jednej swojej własnej specjalności. Jedynie zawodówki, technika są takim rozwiązaniem, chociaż z tym też nie jest tak do końca prosto. Dlaczego? Trafiają tam tylko takie osoby, które nie radziły sobie wcześniej z nauką. Z takiej dedukcji wychodzą właśnie pracownicy budowlani, elektrycy, kucharze, itd. Itd. To nie osoby, które naprawdę chcą się tym zajmować, tylko takie, które mają problemy z nauką i nie pójdą do liceum, a gdzie trzeba przecież iść, więc idą do technikum, czy też zawodówki. A więc jacy idą do liceum? Tacy, którzy sobie dobrze radzą z nauką. Dokładnie. W zasadzie, na co im to?
Jedna koleżanka z mojej klasy (już kiedyś o tym wspominałem) mając najlepsze oceny z wszystkich przedmiotów, po moim pytaniu „kim Ty w przyszłości będziesz?”, nie wiedziała co odpowiedzieć. Szkoła jej nie pomogła, a wręcz utrudniła.