Słonko: historia mojej ksywki
Tak naprawdę moją prawdziwą ksywką, która trwała najdłużej i po części do dzisiaj trwa, jest – słonko. Trochę kłóci się to z moją płcią, dlatego parę osób przekształca ją na ‘słonek’, stąd taka domena, stąd samo moje przestawienie się. A teraz zapraszam do historyjki.
Zaczęło się to w szkole podstawowej, w 4 klasie. Po trzy-letnim systemie edukacji wczesnoszkolnej przyszedł czas na coś poważniejszego, nowe przedmioty, nowi nauczyciele, wyższy poziom. Tak się właśnie stało, a moja klasa (wtedy „D”) do dzisiaj na pewno nie zapomni naszej polonistki, którą mieliśmy przez ostatnie 3 lata Szkoły Podstawowej. Nazywała się Katarzyna Oblamska. Takiej „kosy” nie znałem wcześniej, była bardzo wymagająca, ostra i aż strach było jej coś odpowiedzieć nie tak jak chciała. Bez wahania stawiała negatywne stopnie, bez skrupułów. Cechowała się również tym, że do każdego bez wyjątków mówiła po nazwisku, co jeszcze bardziej malowało obraz kobiety, która robi z nasz żołnierzy-uczniów-języka polskiego. Pewnego dnia zawołała mnie do tablicy abym wyjaśnił coś z gramatycznym i logicznym rozbiorem zdania, które było na tablicy. Nie umiałem, po czym zacząłem się uśmiechać, prawie śmiać. Pani uśmiechnęła się również dodając, że dostanę jedynkę, co mnie jakoś nie zaskoczyło, nie umiałem zasłużyłem na karę i się uśmiechnąłem. Siadając do ławki znów się na patrzyła dodając, że jestem jak „słoneczko” i będę „słoneczko”. Pokazała po raz kolejny uśmiech na twarzy, ale nie zmieniło to mojej sytuacji, bo i tak jedynkę dostałem. Ale od tamtej pory mówiła na mnie: słonko, słoneczko, itp. Uzasadniała to moim optymistycznym podejściem i optymistycznym wyrazem twarzy. Może coś w tym jest? Ksywka troszkę się wpoiła w mojej grupie rówieśniczej, ale nie aż tak, żeby wszyscy zamiast „Damian” mówili na mnie „słonko”. Przyszło to dopiero później. Będąc już wcześniej harcerzem, moja drużyna upadła, moja pierwsza drużyna. Chciałem nadal być harcerzem, więc szukałem gdzieś tego kontaktu. Kolega z klasy złapał i spytał się mnie kiedyś czy też chcę wstąpić tam gdzie on. Bez zastanowienia stwierdziłem, że tak. Była to 91 Drużyna Harcerska „Kolumbowie” prowadzona przez druha Piotra „Łysego” Jaszczyka. Zwyczajem takim było tam, że wszyscy posiadali jakąś ksywę. Drużynowy przed zbiórką po zapoznaniu się ze mną spytaj się mnie czy mam jakąś ksywę. Pomyślałem, że raczej nie, bo większość na mnie mówi „Damian” i uśmiechnąłem się. Drużynowy popatrzał na mnie i powiedział, że będę „słonko”, ni stąd ni z owąd. I tak pozostało, ale jak już wcześniej wspominałem zmodyfikowało się to do odpowiednika męskiego, czyli – „słonek”. Pierwszym, który tego dokonał, był chyba kumpel z liceum, Bax po czym większość kumpli, z którymi mieliśmy wychowanie fizyczne tak na mnie mówiło. Całkiem też możliwe, że pierwszą osobą, która to wymyśliła, był druh „Oskar”, który stwierdził, że nie mogę być „słonko” bo to ksywka dla dziewczyny, a odpowiednikiem męskim do tego byłby wyraz „słonek”. Więc Bax zrobił to z podobną myślą, ale być może nieświadomie. Druh „Oskar” zrobił to świadomie, uzasadniając dlaczego. Dzisiaj jest różnie, albo słonko, albo słonek, ale to zawsze jestem ten sam – ja.
wrzesień 3rd, 2007 at 4:29 po południu
Odejść chcę, ponieważ mam dosyć tej sztucznej atmosfery, sztucznych uśmiechów… Nie chcę być już drużynową, ani instruktorem. Gromadę muszę rozwiązać, bo nie ma kto jej przejąć. Na instruktora ( na drużynową w sumie też) się nie nadaje. Nie ma też dla mnie miejsca na innej funkcji i ogólnie mówiąc… przestaje mnie to kręcić. Bardzo mi będzie brakować atmosfery, która w sumie rzadko występuje - poczucie braterstwa(?), które wyczuwa się np. na Zlotach, ogniskach, w Kręgu.
Nie wiem jak jaśniej mogę to wyjaśnić.
Narazie nie odchodzę, narazie przerwa do października, po 2 miesiącach wakacyjnych z harcerzami.
wrzesień 3rd, 2007 at 4:37 po południu
A może to wypalenie harcerskie?
wrzesień 4th, 2007 at 11:08 po południu
Ja, jeśli pozwolisz, skoro znam już imię, pozostanę jednak przy Damianie :) Nigdy nie lubiłam przezwisk i zawsze zwracałam się do znajomych po imieniu, nawet jeśli wszyscy wokół używali przezwisk, z czasem zapominając już właściwie jak się owy ktoś nazywał. Przezwiska są z jednej strony fajne, bo zapewniają poniekąd oryginalność, aczkolwiek sama nigdy nie mogłam się do nich przyzwyczaić. Nigdy też nikt nie nadał mi żadnego przezwiska, różni ludzie modyfikują tylko w różny sposób moje imię :) Katherine Spiegel jest tylko do pisania. Jestem po prostu Katarzyną i z tym mi dobrze :) Ale Słonko / Słonek to fajna ksywa. Taka właśnie pozytywna :) Dobrze, że jesteś uśmiechniętym optymistą :)
wrzesień 5th, 2007 at 12:29 po południu
@katherinespiegel - ale dlaczego właśnie to: spiegel? Skąd to? :)
A swoją drogą, co do imienia, muszę znów napisać notkę o znaczeniu imienia Damian, kiedyś napisałem ale nie wiem dlaczego - usuneła mi się. Być może zrobię z tego kolejną “zabawę” blogową, tak jak niedawno było z nałogami. Ciekawe może to być nawet.
wrzesień 6th, 2007 at 10:29 przed południem
Czekam więc na propozycję zabawy i pewnie się nawet przyłączę :) A Spiegel się wzięło z dawnych czasów, od nazwiska bohatera pewnego anime. Tak jakoś. Tak jakoś po prostu. Nie ma w tym żadnej ciekawej historii :) Spodobało mi się, bo Spiegel to dodatkowo wdzięczne niemieckie słowo i dorzuciłam tylko Katherine. Tak po prostu ;)