Las, szałasy, ognisko, wędrówka
W tym tygodniu wybrałem się z pięcioma wędrownikami z mojego szczepu na nietypową wyprawę. Nietypową, bo jeszcze tego nie było u nas. Przyznam, że udało mi się już raz w szałasie spać, coś tam już przeżyłem, ale tej wyprawy nigdy nie zapomnę.
W środę o 16:30 spotkaliśmy się na dworcu PKP. Mały, Tektura, Ciastek, Ala , Sikra i ja. Mały chciał iść do lasów za Nową Krępą, jednak mieliśmy co innego w planach. Pojechaliśmy zgodnie z planami do Antonina pociągiem a stamtąd poszliśmy do leśniczówki Komorów, gdzie przywitał nas ciepło leśniczy, gospodarz miejsca. Pozwolił nam zbudować szałasy i żyć przez 3 dni, tak jak chcieliśmy. Jedynie prosił nas o rozpalanie ogniska na jego terenie przy domu, ale nie było problemu żadnego, przystosowaliśmy się. Od razu zaczęliśmy budować szałasy, a następnie – kolacja. Kulinarne sztuczki nad ogniskiem to była druga rzecz po szałasach, które odróżniała tą wyprawę od innych. Na drugi dzień wybyliśmy do Mikstatu do sklepu po chleb, a z powrotem Mały miał nas zaprowadzić na miejsce zakwaterowania z mapą w rękach. Jego utrudnieniem był nieznany teren i jedna ścieżka źle zaznaczona, co zauważyłem w trakcie powrotu. Jednak to nie przeszkadzało, by mniej więcej zorientować się gdzie jesteśmy na mapie. Nasz prowadzący nieźle się pomieszał i pogubił. Nad rzeczką, jakieś 300 m. od szałasów miał niezły dylemat, w którą stronę iść, tym bardziej że zeszliśmy z szlaku. Na nasze szczęście wybrał dobrą drogę, ale był niesamowicie zaskoczony, jak bardzo blisko byliśmy. Pani gospodyni zaprosiła nas na grochówkę, a pan leśniczy powiedział że nie wypada odmawiać. Wcześniej zapytaliśmy się czy w czymś możemy pomóc, ponieważ chciałem by wędrownicy trochę popracowali. Chłopacy pojechali na budowę leśniczego worki przetransportować i zburzyć rusztowanie z drewna, a dziewczyny pomogły w domu gospodyni. Popołudniu zapowiadało się na deszcz, więc wszyscy chcieli do- pielęgnować szałasy. Szkoda jednak, że naprawdę nie padało, bo mogliśmy sprawdzić czy naprawdę udało nam się zbudować dobre szałasy. Przyszedł czas na kulinarne sztuczki. Ciastek kolejny raz układała stos, tym razem jednak z Sikrą, która uczyła się. Nowy stos, nowa umiejętność, kolejne doświadczenie. Alicja poszła po pokrzywy, z których zrobiliśmy zupę z warzywami. Wspaniała! Ciasto BiPi na patyku również rewelacyjne. Nie mieliśmy co narzekać. W Tekturą skonstruowaliśmy ekrany przy ognisku, by nie wiało oraz żeby ogień palił się pionowo pod menaszkami zaczepionymi na rusztowaniu. Trzeciego dnia wracaliśmy na nogach, przez Kotłowo gdzie chcieliśmy zobaczyć jeden z najstarszych kościołów w Polsce. Naprawdę zrobił piorunujące na nas wrażenie. Droga do domu była długa i męcząca, zwłaszcza że nie przyzwyczajeni byliśmy do wstawania skoro świt po 5:00 rano, razem z słońcem, tak jak uczyniliśmy to na wyprawie. Szczęśliwie wróciliśmy do domu. Pełni wrażeń, doświadczeń, przemyśleć, zdrowi. Dziękuję Wam. :)











maj 4th, 2008 16:27
aaale fajnie :D też bym tak chciała :D
Ale… wracać na nogach?! Ja już bym marudziła :P
No ale wędrownicy to nie ma co :PP hehe ;)
pozazdrościć takiej przygody :D
pzdr ;)
maj 4th, 2008 17:00
Gratuluję i…zazdroszczę!!!
maj 4th, 2008 17:17
hehe nasza wędrówka Słonek nic dodać nic ująć w twojej notce
maj 4th, 2008 18:02
Widze po opisie i zdjęciach, że bardzo ciekawie musiało być:) Super! :)
maj 4th, 2008 20:34
No Gosia, następnym razem nie może Ciebie z nami zabraknąć.
maj 5th, 2008 09:20
Ja też tak chcę… jeśli można mówić o wyczynie to z cała pewnością w waszym wypadku to był wyczyn, w pełnym tego słowa -w charakterze wędrownika ….
Dla takich chwil warto zyć, warto je potem przywoływać, a takze przekonać się na co was stać, to spaja i buduje relacje, Gratuluje pomysłu i spontaniczności, która budzi nadzieje, że dzięki takim ludziom jak wy Harcerstwo nie umrze, tylko brać z was przykład:)
maj 5th, 2008 09:21
Wyczyn dopiero będzie w wakacje na dłuższej wyprawie pod względem czasowym, jak i kilometrowym. Dzięki! :)