Kurs kadry kształcącej
Jest szansa. To już jutro. Wreszcie się uda być, a nie planować. Bardzo się cieszę i mam nadzieję, że da mi ten kurs wiele do myślenie, wiele nowych umiejętności i wiele nowej wiedzy. Mam nadzieję również, że będzie to okazja coś jeszcze pokazać.
Odkąd rozpocząłem działania z pionem wędrowniczym, zauważyłem że może coś z tego wyniknąć. Nie było idealnie, ale moim zdaniem było dobrze. Tak jak tuż po odejściu z funkcji granatowej nie uważałem swojej służby za wielki, dużo, a nawet przeciętny sukces, tak dzisiaj jak widzę ludzi mam inne uczucia. Odwrotne. Niektórzy ludzie będący w drużynie, którą prowadziłem zaskoczyli mnie negatywnie, ale początek tegoż końca widać już było, gdy byli w drużynie. Inni ludzie zaskoczyli mnie pozytywnie po długim czasie, gdy faktycznie tamten rok harcerski coś dał, coś zmienił, zwłaszcza w osobie, po której chyba cała drużyna najmniej się tego spodziewała.
Z wędrownikami jest różnie. Wiedzą wiele rzeczy, lecz nie wszystkie rozumieją, a tym bardziej nie są wszystkich świadomi. Moim zadaniem było z tej ich wiedzy, wskoczyć na wyższe poziomy, na to by zrozumieli siebie, swoje życie i byli jego świadomi, tego czego chcą, jaki jest ich cel, kim są, itd. Czytając to możecie przecież się zdziwić, że przecież każdy jest w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Szkoda, że to tylko złudne wyobrażenie i pierwsze uczucie, które mało ma wspólnego z tym co tak naprawdę jest.
Darek, mój opiekun próby instruktorskiej kiedyś mi opowiadał jak to do każdego człowieka trzeba podchodzić indywidualnie, a nie masowo. Żeby nie brać jakieś grupki ludzi do worka „A”, a innych do „B”, itd. Każdy jest inny, to święta zasada. Można zagłębić się i powiedzieć, że bardziej indywidualne osobowości mają coraz starsze osoby, dlatego z wędrownikami trzeba jak najbardziej indywidualnie rozmawiać. Mimo, że dwóch będzie miało smykałkę do jakieś wspólnej kategorii, to nie znaczy, że obydwoje chcą robić to samo, tak samo, w takich samym charakterze, itd.
Indywidualne podejście nabrałem dzięki byciu opiekunem prób wędrowniczych i na stopień harcerza orlego. To chyba najwdzięczniejsza funkcja, rzecz, służba jaka mogła mnie spotkać. Tutaj jestem skazany na indywidualną pracę. Jestem tylko ja i kandydat na stopień, naramiennik wędrowniczy. A może inaczej: jest On i ja. O funkcji opiekuna można by napisać pewnie osobny tekst, bo kilka refleksji na pewno mi się udało wywnioskować na podstawie moich wcześniejszych opiekunów, na podstawie tego jak w innych środowiskach jest, ponieważ temat opiekuna swego czasu bardzo mocno mnie zainteresował na tyle, że z Hermanem kiedyś mieliśmy pomysł zorganizowania warsztatów dla opiekunów prób na stopnie. Pomysł nadal otwarty, aktualny, wcześniej nie udało się bo Bydgoszcz pochłonęła mi za wiele czasu. Trzymam się przynajmniej tej samej zasady co mój opiekun próby instruktorskiej, że nie kandydat na stopień jest dla opiekuna, tylko opiekun dla kandydata. Opiekun pomaga, inspiruje. Kandydat pisze, myśli, realizuje. Opiekun pomaga, jeśli kandydat chce tej pomocy i „zapuka” do swojego opiekuna.
Kadra kształcąca to ekipa, która pracuję z kadrą, która de facto jest, albo powinna być w wieku wędrowniczym, czy też są instruktorami powyżej 25 roku życia. Kształci ich, rozwija, organizuje warsztaty. To świetne pole służby.
sierpień 8th, 2008 at 5:37 po południu
każde inne pole słuzby też może być świetne jeśli tylko się w nim czlowiek odnajdzie:)
sierpień 17th, 2008 at 6:26 po południu
Oczywiście, myślałem tutaj o sobie wyjątkowo. :)