Do służby, brakuje jeszcze szaleństwa

Typowa sprawa, wypalenie młodych, ambitnych ludzi, którzy wiele chcą zrobić. Rzyganie już wszystkim, co zwala im się na głowę. Powtarzanie, że mają już tyle lat i teraz przyszedł czas na służbę, działanie, robieni wszystkiego dla innych. O sobie to może pomyślimy na… emeryturze.

16-letni chłopak, nowy przyboczny w gromadzie zuchowej. Fajnie mu wychodzi swoja funkcja, prowadzi zbiórki, jedzie na biwak, czuwa nad zuchami, świetni się z nimi bawi, w jakimś tam stopniu przyczynia się do wychowywania tych małych pociech. Coś mu jednak brakuje… Spójrzmy na jego drużynową.
23-letnia kobieta, skończony licencjat, drużynowa gromady zuchowej. Odpowiada za nią, w pracy chce również się zajmować podobnym przedziałem wiekowym jako nauczycielka nauczania początkowego. Co im brakuje?
22-lentni facet, drużynowy drużyny harcerskiej. Ciągle zaangażowany w działalność swojej drużyny, poza tym praca i dom.

Wszyscy na biwakach jako odpowiedzialni za coś, prowadzący zajęcia, organizatorzy, koordynatorzy. Czy to nie jest piękne? Przecież to wspaniałe, że tak młodym ludziom się chce, nie?

O, podchodzi do 23-letniej drużynowej komendant hufca, co jej powie? „Może zostaniesz namiestnikiem?” A do 22-letniego faceta? „Może zostaniesz szefem stanicy?” A do 16-letniego przybocznego? „Może zostaniesz kwatermistrzem hufca?” Pewnie! Od razu!

Jaki jest dla nich ratunek? Drużyna wędrownicza, krąg wędrowników. Po co? A może zamiast ich to jakiś klub specjalnościowy, przecież też jest to jednostka wędrownicza? Nie, w klubie też jest służba. Zaraz, momencik, wszystko po kolei.

Cała trójka to potencjalni instruktorzy, którzy zmęczą się harcerstwem i jest kwestia czasu jak przestaną intensywnie działać, albo odejdą bo będą mieli dosyć. Czego im brakuje? Przecież realizują to, co w wędrownictwie jest przecież najważniejsze! Służba! Tak, tak. To tak jak pracownik, który tylko pracuje no i przychodzi do domu najeść się i wyspać. Służba w harcerstwie to pole w drużynie na funkcji instruktorskiej (drużyny, przyboczny), w klubach specjalnościowych (dane pole służby, np. turystyka, ratownictwo), więc… do czego nam są potrzebne drużyny wędrownicze, które nie dają tej służby, nie? Inicjują, inspirują, jednak to nie jest jedyny cel ekipy wędrowniczej, skupiającej się w krąg wędrowników, czy drużynę wędrowniczą. To korzystanie z życia…

Szaleństwo. Wędrownik to przyjaciel ziemi, życia, wszystkiego co go otacza. Korzysta z tego co świat oferuje w zgodzi z nim. W zamian za to dostaje od świata doświadczenie, zdrowie, przygodę, radość, satysfakcje, przyjaciół… Radość… jeszcze raz radość. Zabiorę to wszystko do jednego wora i nazwę to wędrowniczym szaleństwem, młodzieńczym szaleństwem. Póki można, póki jeszcze jest czas. Jeżeli już teraz czujesz, że nie masz czasu, to co dopiero za parę, kilka lat.

Leave a Reply